Translate this blog

czwartek, 15 kwietnia 2010

Maroko - dzień 4 - Merzouga - Pustynia

Po sytym omlecie berberyjskim, pożegnaniu z przesympatyczną obsługą Hotelu Elwara, ruszyliśmy w powrotną drogę, ciesząc się, że znów będziemy oglądać piękne widoki Atlasu.

Po drodze minęliśmy grupkę dzieki wracających do domu z internatu. Współczuliśmy małym brzdącom, że znów kolejnego dnia z samego rana czeka ich ciężka podróż w górę do szkoły.

Dojechaliśmy do Ait Oudinar, gdzie okazało się odbywa się w niedzielę ichniejszy targ (od 8.00 do 16.00). Postanowiliśmy się zatrzymać. Ku naszemu zdumieniu, nikt nas nie zagabywał, nikt nie próbował nam niczego sprzedać, raczej z ostrożnością, kątem oka przyglądali się, co dwóch europejczyków robi na zwykłym targu, gdzie nie sprzedaje się żadnych pamiątek turystycznych.

Od Maroko

Kupiliśmy tu 300gr kuminu za 18 dirham. Kumin jest tu dodawany niemal do każdego dania mięsnego. Pachnie nim całe Maroko, jest bardzo aromatyczny i ma specyficzny trochę korzenny smak, inny od naszego polskiego kminku.

Zastosowanie

  • Roślina uprawna : w Polsce rzadko uprawiana w ogrodach. Na większą skalę roślina uprawiana jest w Afryce Północnej, Azji, Ameryce Południowej i w Europie Południowej.
  • Roślina lecznicza : zawiera do 4% olejku eterycznego i flawonoidy. Owoce i ziele działają m.in. przeciwzapalnie, pobudzają serce i ośrodek oddechowy, pobudzają wydzielanie soków trawiennych, moczopędnie oraz napotnie.
  • Sztuka kulinarna : Używany jako aromatyczna przyprawa w Afryce Północnej, w zachodnich Chinach, Indiach, na Bliskim Wschodzie, w Meksyku i w Chile.

Ciekawy był również parking dla osiołków, którymi miejscowi przybyli na targowisko:

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Po zakupach i zrobieniu kilku zdjęć zatrzymaliśmy się w przydrożnym kramiku, aby zakupić prezenty dla  rodziny i znajomych. Kupiliśmy dwa imbryki do parzenia berberyjskiego whisky i bransoletki, jednak najfajniejsza była gościnność sprzedawcy, który nie dość że zaprosił nas na tradycyjną herbatkę, to jeszcze pozwolił mi wejść do domu i zobaczyć, jak jego żona tę że herbatkę przyrządza. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć, jak mieszkają tubylcy. Zdjęć niestety nie wypadało robić:(

Wejście na "patio" domu znajdowało się ze sklepu, z "patio" wchodziło się na niby ganek, w którym znajdował się na otwartym powietrzu piec do pieczenia chleba, a właściwie taka płyta z paleniskiem pod spodem, z ganku było wejście do kuchni, wszędzie zamiast podłogi była ubita ziemia, a ściany zbudowane były z gliny i ziemi. Sympatyczna żona sprzedawcy pokazała mi całą procedurę parzenia mięty:

Przepis na berberyjską whisky:

Do imbryka metalowego należy nalać wody, wrzucić suszone liście zielonej herbaty, postawić na ogniu, dodać tyle cukru ile się się chce (Berberzy dodają go na prawdę dużo, mają cukier w blokach, który obłupują i takie wielkie kawałki wrzucają do imbryka), doprowadzić do wrzenia, zdjąć z ognia i dorzucić świeże liście mięty. Poczekać aż chwilę, aż mięta odda swój aromat naparowi. I gotowe:)

Po takim pokazie zostaliśmy jeszcze poczęstowani świeżym, jeszcze gorącym chlebem z ich własnego pieca i niesamowicie aromatyczną oliwą, w której maczało się chleb.

Nauczyliśmy się też kilku słów po berberyjsku:
ata - herbata
arron - chleb
cit - oliwa
eleva - dobry
thala - dobrze
shela' - dziękuję

Niestety czekała nas długa podróż, na drogę dostaliśmy spory kawał pieczywa domowej roboty :)

Kolejnym przystankiem na naszej trasie był Tinerhir. Dowiedzieliśmy się, że w sklepiku Chez Michelle można dostać alkohol, co nie jest taką łatwą sprawą w Maroku. Niestety też płaci się za niego jak za zboże. Sklep znajduje się przy głównej ulicy, widnieje na nim wielki żółto-czerwony napis, jednak sam alkohol można kupić w osobnym pomieszczeniu z boku sklepu.

Tinherir leży nad rzeką Todrą, skąd blisko jest, bo ok 15km do malowniczego przełomu Todry i wspaniałych gajów oliwnych, nas jednak czas gonił i nie zwiedziliśmy tych miejsc, wstąpiliśmy jedynie na zamkniety targ rybny dla tubylców. Tutaj wręcz bałam się wyciągnąć aparat, za bardzo zwracaliśmy uwagę na siebie:)

Kolejnym przystankiem w naszej podróży było miasteczko ulokowane wzdłuż głównej trasy Tinejdad, z którego skręcaliśmy w prawo w drogę P7105 na Erfoud. 



Tutaj również odbywał się ogromny, na otwartym powietrzu targ, gdzie zakupiliśmy kolejne przyprawy:


Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Po wypiciu tradycjnej kawy i zakupie płyty z afrykańską muzyką ruszyliśmy w stronę Erfoud. Góry oddalały się bardzo szybko, a  krajobraz zamienił sie w wielką równinę, czuć było zbliżającą się pustynię. Gaje oliwne zastąpiły palmy:

Od Maroko

Od Maroko

To tutaj na tym pustkowiu spotkaliśmy wolno pasące się dromadery, którym nie omieszkałam zrobić sesji zdjęciowej, zwłaszcza, że bardzo ładnie pozowały do zdjęć, a co najdziwniejsze, nie było przy nich żadnego pastucha, który wyskoczyłby z zza pagórka po 1 dolara.

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Zbliżając się coraz bardziej do pusytni, choć temperatura na to nie wskazywała, na poboczach zaczęły się pojawiac coraz częściej namioty do odpoczynku dla podróżujących

Od Maroko

Minęliśmy Erfud, który został zbudowany przez żołnierzy francuskiej legii cudzoziemskiej. W październiku odbywa się tu coroczne Święto Daktyli, podczas którego organizowany jest ogromny targ, wyścigi wielbłądów oraz wybory Królowej Daktyli. Do miasta prowadzi ogromna brama z mozajką:

Od Maroko

Miasto otoczone jest licznymi gajami palmowymi i berberyjskimi ksarami:

Od Maroko

Od Maroko

Mijając Erfud na horyzoncie wyłaniają się pierwsze piaszczyste wydmy.

Od Maroko

Tylko gdzie to palące słońce???

Jak tylko dojechaliśmy do Merzougi, na rozstaju dróg zatrzymał nas berber proponując nocleg w tanim, ładnym hotelu z widokiem na pustynię. Postanowiliśmy skorzystać z jego oferty i tak znaleźliśmy się w "Auberge Rose de Sable"
e-mail: aauberge_rosedesable@yahoo.fr

Od Maroko

Po szybkim uzgodnieniu ceny (300 dirham za dwie osoby z kolacją i śniadaniem) postanowiliśmy się wybrać na wycieczkę po pustyni, oczywiście na grzbietach dromaderów. Cena również podlegała negocjacji: 1h dla dwóch osób 220 dirham.

Wraz z przewodnikiem, Bobem Marleyem i Jimem Morrisonem (tak nazywały się nasze wielbłądy) udaliśmy się na popołudniowy spacer w promieniach zachodzącego słońca.

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Po wycieczce rozlokowaliśmy się w pokoju hotelowym, w którym warunki okazały sie nadzwyczaj dobre, czysta świeża pościel, duża łazienka z prysznicem, widok, na wydmy.
Wieczorem, czekając na kolację ucieliśmy sobie w salonie hotelowym urządzonym w berberysjkim kliamcie kilka partjek Scrabble:

Od Maroko

Od Maroko

Okazało się, że hotel organizuje Sandbord, czyli jazdę na desce po wydmach, a w sezonie goście z całego świata przyjeżdżają tutaj zażywać piaskowych kąpieli, które są podobno dobre na reumatyzm.

Po zjedzeniu kus kus, tażin udaliśmy się do salonu, gdzie wkrótce pojawili się pracownicy hotelu, którzy zaczęli zabawiać nas grą na bębnach i berberyjskimi piosenkami, żałuję, że nie mieliśmy czasu, aby wybrać się na dwudniową wycieczkę z noclegiem na pustyni.

Rankiem, wstałam dość wcześnie, aby zrobić kilka zdjęć wschodzącego słońca:

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Od Maroko

Ranek był dość chłodny, więc pomysł zjedzenia zupy na śniadanie okazał się bardzo trafiony. Harrira, to tradycyjna marokańska zupa z soczewicy i baraniny.

Przepis znalazłam na pewnym BLOGU

Przepis na Harrirę:

250 g baraniny / wołowiny bez kości
100 g grochu
100 g soczewicy
2 łyżki oliwy
zielona pietruszka
jajko
cytryna
łyżka mąki
sól, pieprz

Soczewicę i groch namoczyć ma kilka przed przyrządzeniem zupy. Mięso należy pokroić w kostkeczkę. Namoczony groch i soczewicę odcedzić i dusić razem z mięsem na oliwie, dodając pod koniec duszenia zieloną pietruszkę. Zalać zimną wodą ok 2 litry i gotować, gdy mięso zmięknie dodać przyprawy. Mąkę wymieszać z rozbełtanym jajkiem i sokiem z cytryny, wlać do zupy tuż przed podaniem i zagotować. Całość można też zmiksować


Do zupy dostaliśmy tradycyjny zestaw śniadaniowy:

Od Maroko

Po rzuceniu okiem ostatni raz na wydmy ruszyliśmy w stronę Fez. Czekała nas długa podróż...

c.d.n.

2 komentarze:

  1. A film Chaotyczna Anna reżyserii Julio Medema widziałaś?

    OdpowiedzUsuń