Mapka do Telwet i Ait Benhaddou
Trasa przez góry nie okazała się taka straszna, jak nam to opisywano, spokojnie naszym fiacikiem udało nam się przejechać przez ten region Maroka. Droga na niektórych odcinkach była w trakcie budowy i tylko w jednym miejscu mieliśmy problem z podjechaniem pod górę. Mijaliśmy małe osady, których istnienie niestety nie było oznaczone na naszej skromnej mapce.
W pewnym momencie zatrzymaliśmy się, aby zrobić zdjęcie, gdy nagle zza zakrętu wyłoniła się gromadka dzieci, zdążyłam tylko krzyknąć: "Dzieci! Uciekajmy" i w tym samym momencie ku nam rzucił się w pędzie rozwrzeszczany tłumek. Próbowaliśmy ruszyć, ale maluchy otoczyły nasz samochód, krzycząc i waląc pięściami w szyby i karoserię, kilkoro z nich stanęło na przedzie, nie pozwalając nam odjechać. Chciały pieniędzy, jednak gdybyśmy dali jednemu reszta również chciałaby coś dostać. W związku z tym powoli ruszyliśmy, aż dały za wygraną, a ich zaciśnięte piąstki oddalały się od nas w odbiciu lusterek.
Dalsza droga przebiegała bez większych perypetii, dwa razy droga rozwidlała się, nie było żadnego znaku, ani duszy w pobliżu, której mogliśmy zapytać o drogę. Skręcaliśmy w prawo, decydując się jechać wzdłuż wąwozu, w dole którego płynęła rzeczka, o jej istnieniu świadczyła obecność małych jaskrawozielonych poletek uprawnych.
Całe szczęście, że droga ta jest rzadko uczęszczana, gdyż jej szerokość niekiedy starczała ledwo na nasz samochód:) Gdy już zaczęliśmy się zastanawiać, że może trzeba było skręcić w lewo, na poboczu pojawiły się niskie białe słupki z informacją, ile kilometrów zostało do miejsca, do którego zmierzaliśmy.
Po drodze minęliśmy kilka porzuconych kazb. Słońce zaczynało się już szykować do snu, gdy minęliśmy mały mostek, za którym znajdowało się Ait Benhaddu.
Zajrzeliśmy do dwóch hotelików, niestety ceny wszędzie były takie same, 300 dirham za nocleg dla dwóch osób z kolacją i śniadaniem włącznie no i pokój z łazienką i ciepłą wodą:). W związku z tym zatrzymaliśmy się w La Rose du Sable, aby z samego rana zwiedzić tutejszą Kasbę, gdzie nakręcono kilka znanych filmów, między innymi oskarowego Gladiatora.

Dalsza droga przebiegała bez większych perypetii, dwa razy droga rozwidlała się, nie było żadnego znaku, ani duszy w pobliżu, której mogliśmy zapytać o drogę. Skręcaliśmy w prawo, decydując się jechać wzdłuż wąwozu, w dole którego płynęła rzeczka, o jej istnieniu świadczyła obecność małych jaskrawozielonych poletek uprawnych.
Całe szczęście, że droga ta jest rzadko uczęszczana, gdyż jej szerokość niekiedy starczała ledwo na nasz samochód:) Gdy już zaczęliśmy się zastanawiać, że może trzeba było skręcić w lewo, na poboczu pojawiły się niskie białe słupki z informacją, ile kilometrów zostało do miejsca, do którego zmierzaliśmy.
Po drodze minęliśmy kilka porzuconych kazb. Słońce zaczynało się już szykować do snu, gdy minęliśmy mały mostek, za którym znajdowało się Ait Benhaddu.
Zajrzeliśmy do dwóch hotelików, niestety ceny wszędzie były takie same, 300 dirham za nocleg dla dwóch osób z kolacją i śniadaniem włącznie no i pokój z łazienką i ciepłą wodą:). W związku z tym zatrzymaliśmy się w La Rose du Sable, aby z samego rana zwiedzić tutejszą Kasbę, gdzie nakręcono kilka znanych filmów, między innymi oskarowego Gladiatora.
Pokój w hotelu

Widok z pokoju na kazbę
c.d.n.
Cóż za soczysto - owocowa sypialnia hotelowa :)
OdpowiedzUsuń